Virus-Tuch na peronie

Miał być szal, ale ambicja podpowiedziała mi coś bardziej skomplikowanego dla mojej Rodzicielki. Więc chusta. Zużyłam prawie kilometr włóczki… Sama się dziwię, że tak dużo przerobiło moje szydełko nr 4.0. Im dalej od początku, tym bardziej mozolnie szło, bo każdy kolejny rząd jest dłuższy od poprzedniego. Wzór nazywa się “Virus”, a w połączeniu z chustą – “Virus-Tuch” 🙂 i jest hitem w Internecie. Pod tym względem można powiedzieć, że jest modny, o ile ktoś uważa, że modne może być coś, zrobione na szydełku. Dzisiaj Uff! Skończyłam przed wyjazdem Rodziców. I całe szczęście, bo Mama okryła się nią, czekając na dworcu na pociąg, którego opóźnienie osiągnęło prawie 1,5 godziny (!). Temperatura w okolicy 0°, a do jakiegoś cieplejszego miejsca nie mogli się schronić, bo co chwila zmieniały się komunikaty – starsi ludzie przecież nie dobiegną na czas z kafejki gdzieś w holu głównym na peron i jeszcze po czterdziestu schodach. Najlepsze, że pociąg był podstawiany na miejscu – nie jechał “z Polski”, a mimo to trzeba było czekać na niego tyle czasu. Podobno był popsuty. Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach można przewidzieć, ile czasu potrwa naprawa, albo podstawienie innego pociągu, aby poinformować podróżnych. Ale nieeee… Zresztą, przecież to pkp, a nie TGV, a kto ma pociąg – ten ma władzę: niech stoją i cierpliwie czekają! Nieważne, że marzną, że starsi, albo z małymi dziećmi, którym trzeba pieluchy w końcu zmienić, albo niezupełnie sprawni, albo po prostu chcą dokądś zdążyć na czas. Nie chce mi się już nawet pisać wielkimi literami polskiego skrótu.

No dobrze. PRZYJECHAŁ. Wsiedli, położyli bagaże na półkę, usiedli, odetchnęli z ulgą i… wchodzi pańcia z obsługi i najmocniej przeprasza, ale trzeba się przesiąść do innego przedziału, bo ten będzie służbowy. Gdybym to ja tam siedziała, to bym chyba ryknęła śmiechem i postukałabym się w czoło, a może i bym mięsem rzuciła. I nikt by mnie stamtąd nie ruszył. Ale moi Rodzice to ludzie taktowni, starszej daty, a pańcia przecież powiedziała: “przepraszam”. I zwyczajnie było im już wszystko jedno, byle by ruszyć z tego zapyziałego warszawskiego dworca. Więc posłusznie się przesiedli. Przed chwilą dzwonili, że dojechali szczęśliwie i piją w domu gorącą herbatę. Bo w pociągu nikt nie wpadł na to, aby zaproponować zziębniętym podróżnym ten “drogocenny” trunek.

pkp więc nie polecam, ale wzór na chustę – owszem, bo efekt wart jest wysiłku:

Modelka: moja Mama
Fotograf: Polka Matka
Włóczka: 5 motków Padisah Himalaya nr 50208
Szydełko: Clover Soft Touch nr 4.0

 

One comment

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *