Uwaga, radar!

Często jeżdżę samochodem po zakupy z dziećmi. A za kierownicą przełączam się z trybu „Polka Matka” w tryb „Kierowca”, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dziś także pojechaliśmy do naszej ulubionej „B…”, głównie po zapas mleka – dla małoletnich, bo tego to u nas idzie najwięcej, jak woda!

Jadę, jadę, jadę… i denerwuję się na kierowcę przede mną, bo w zakręt wchodzi chyba na „jedynce”, prawie się zatrzymując. A za nim ja, też prawie się zatrzymując. Nie lubię takich hiper-ostrożnych kierowców, bo od razu pojawia się podejrzenie, że albo na letnich oponach jedzie, albo nie jest pewien swoich umiejętności, albo jeszcze co innego i żadna z tych opcji nie jest zbyt bezpieczna dla współużytkowników drogi. Zniecierpliwiona, „popędzam” więc kierowcę przede mną:

– No, jedź gościu! Jedź!!
(Tymcio dodaje) – Ziasiuwaj!
(a Lala) – Balanie!

Nie muszę się zastanawiać, skąd u nich to słownictwo „motoryzacyjne”. Zbyt często na głos komentuję zachowanie innych kierowców, zapominając, że dzieci mają wbudowany specjalny system rejestrowania dźwięków, szczególnie tych mało cenzuralnych.

Cholera…

O, przepraszam, wymsknęło mi się!

 

3 komentarze

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *