To była reklama

Któregoś dnia, przy śniadaniu omal się nie udławiłam. W radiu usłyszałam reklamę pilarki (albo piły – dla mnie to bez różnicy: ważne, że wiem, co to pilnik do paznokci).

Zazwyczaj jestem odporna na treści przekazywane w reklamach, ale ta akurat poruszyła mnie do głębi, powodując gwałtowną reakcję mojego organizmu w postaci niczym nieskrępowanego, głośnego i beztroskiego śmiechu. Mam nadzieję, że bohater reklamy (o ile w ogóle przeczyta ten wpis) wybaczy mi to…

Otóż, ów produkt firmy Sti.. polecał pan, który przedstawił się następująco (pisownia zgodna z wymową): „… Grzegorz Indyk – Miszcz Polski Drwali”. Później jeszcze polowałam na tę reklamę, aby się upewnić, że się nie przesłyszałam: za każdym razem produkt polecał Miszcz Indyk!

(To jedna z niewielu reklam, które przypadły mi do gustu. Co prawda, odniosła inny od zamierzonego skutek, ale czyż śmiech to nie zdrowie? A zdrowie jest przecież najważniejsze!)

indyk

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *