Strachy na Lachy

Mąż mnie straszy. Czy ktoś też tak ma? Łazi za mną po nocy i straszy. Wstaję do dzieci, bo któreś właśnie gorzko załkało, a mąż śpi snem sprawiedliwego. Głaszczę, poprawiam kołderkę (nie mężowi) i… idę do toalety, bo natury nie oszukasz. Otwieram drzwi, a tam… jakaś ciemna postać! Zanim mózg zarejestruje, że to tylko moja druga połowa, to zdążę doznać palpitacji serca. A ten jeszcze się cieszy, że niechcący mnie nastraszył. Irytuje mnie to niepomiernie i nieraz porządnego kuksańca mu za to sprzedałam.

Albo: sytuacja początkowa podobna – w ciemną noc idę do dzieci, sprawdzam, czy się któreś nie odkryło, albo nie przesiusiało, czy grzejnik nie za ciepły itp., odwracam się, a ciemność pyta mnie teatralnym szeptem: „Wszystko w porządku??”. No i jak tu się nie przerazić?! I jeszcze na boso łazi. Żeby nie hałasować – o, ironio. Człowieku, hałasuj trochę, to dłużej pożyję! Może jakiś dzwoneczek u szyi, albo co…

 

 

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *