Sprawy Ostateczne

„Życie jest małą ściemniarą,
wróblicą, wygą, cwaniarą.
Plącze nam nogi i mówi: idź…”

Pod koniec grudnia zadzwoniła do mnie znajoma, jak co tydzień. W ostatnich miesiącach widywałyśmy się sporadycznie, ale dzwoniła regularnie i zawsze, gdy miała chwilę na dyżurze w szpitalu. Ja mam problem z dzwonieniem do znajomych, czy też do rodziny: obiecuję sobie, a później i tak jest coś „ważniejszego”. Przez to wiele kontaktów straciłam. Tego dnia, podczas rozmowy dało się słyszeć, że jest zgaszona, zmęczona. Zupełnie do niej niepodobne. Energiczna optymistka, teraz była jakby nieobecna. Zapytałam, czy jest w pracy, czy w domu. Zwykłe pytanie. Odpowiedziała, że w szpitalu. Zwykła odpowiedź w przypadku lekarza. Chwilę porozmawiałyśmy o sprawach ogólnych, o rodzinie, trochę o zdrowiu. Jak zawsze, wolała usłyszeć, co u mnie słychać, niż mówić o sobie. Na „do widzenia” powiedziałam jej, że niedługo zadzwonię i jeszcze pogadamy. Nie zadzwoniłam. A ta nasza zwykła – jak mi się wtedy wydawało – rozmowa okazała się dla mnie najważniejszą rozmową z nią. Bo ostatnią. Ostateczną. Julita niespodziewanie odeszła w wieku, który ma niewiele wspólnego z odchodzeniem.

Była osobą, która nie znosiła bezczynności. Jak można było coś zrobić, to to robiła. Bez zbędnych ceregieli. Dla niej nie było przeszkód, jeśli można było pomóc. I mnie pomagała, kiedy tylko mogła. Potrafiła też naprawdę dobrze doradzić. Podwoziła mnie też codziennie, abym miała bliżej do pracy, choć ona zawsze twierdziła, że chce sobie z kimś pogadać w samochodzie, bo nie lubi sama jeździć. Często powtarzała, właściwie chyba w każdej rozmowie, aby nie przedkładać spraw zawodowych nad życie rodzinne. Sama nie miała łatwo i bardzo jej zależało, aby pomagać ludziom być szczęśliwymi. Była skromnym i dobrym człowiekiem. I była potrzebna. Po takiej osobie zostaje puste miejsce w życiu. Jak w układance, gdy zgubi się bezpowrotnie jeden z jej elementów.

Dzisiaj był trudny dzień, a uroczystość bardzo wzruszająca…

Julita miała fajną, elegancką torebkę z połyskującym motywem, chyba ulubioną, bo codziennie ją nosiła. Po pogrzebie musiałam odreagować. Pojechałam na zakupy i kupiłam sobie torebkę. Z podobnym motywem. Gdy byłam w sklepie, zadzwonił mi telefon – okazało się, że to pani z PZU z nową ofertą ubezpieczeń na życie i na wszystko inne. Prawie wszystko. Bo od utraty bliskich, czy przyjaciół, od łez i od wzruszeń ubezpieczeń nie ma. Bo jak wiadomo, choć czasem się o tym zapomina, życie jest pełne ironii. Ale Julita, mimo to umiała je docenić i nie marnować okazji do czynienia dobra. Wierzę, że dla takich, jak ona, Niebo jest otwarte.

One comment

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *