Poker face Lady Lali

Wieczór. Upragniona cisza… Dzieci w łóżeczkach… Zasypiają… Polak Mąż już odpoczywa (nos w komputer). Zapalam sobie nocną lampkę, włażę pod moją milutką kołderkę, układam sobie pieczołowicie wałeczek pod kark i dwie podusie, sprawdzam, czy mi wygodnie (a i owszem :-), uśmiecham się na myśl, że nareszcie wyciągnę nogi – nie no, nie w tym ostatecznym znaczeniu… Biorę do rąk rozpoczęty szalik Lalusiowy, wbijam szydełko w kolejne oczko robótki i …słychać z drugiego pokoju głośne:

– Mamo!

Acha! To Lala. No nic. Udaję, że mnie nie ma.

Powtórka, tym razem bardziej natarczywie:

– Mamo!!

Udaję, że nie słyszę… Po chwili słodziutkie i tkliwe:

– Mamusiu…

Sorry, ale nie wypada Polce Matce obojętnie tego słuchać. Odrzucam precz robótkę i kołdrę, wstaję z moich uklepanych poduszek, lecę, gubiąc w locie kapcie. Nachylam się nad słodką dzieciną i pytam też słodko:

– Co się stało, Kochanie?

Kochanie mówi, że siusiu. No to wyjmuję ruchome dwa szczebelki (zgodnie z wyraźnym życzeniem, na noc łóżeczko „zamykamy”), aby Lalusia mogła pójść tam, gdzie się chodzi w takich przypadkach. Idę za nią. Siada, siedzi, nagle wstaje i mówi:

– Juś!

Zaglądam do nocnika, a tam – 2 (słownie: dwie) kropelki. Patrzę na ten nocnik, potem na nią – ale minę ma poważną, więc się nie czepiam. Dobra, jakoś to przeżyję. Pomagam się ubrać i odprowadzam do łóżeczka, które zamykam. Teraz to już spokój! Wracam do siebie i: kołderka, wałeczek, dwie podusie, robótka i juś! Po kilku minutach wołanie:

– Tatusiu!

Tym razem Tatuś udaje, że nie słyszy. Ale Mała nie daje za wygraną:

– Tatusiu… Kupy!

Jest jakaś rzewna nuta w tym wołaniu, która każe Tacie wstać i biec. Wiadomo – kupa to nie żarty! Powtarza po mnie procedurę doprowadzenia delikwentki do nocnika. Lala siedzi, gada, śpiewa nawet coś po swojemu, śmieje się (wg mnie atmosfera nie-kupkowa). Po dłuższej chwili oznajmia:

– Juś!

A tam – JEDNO, WIELKIE nic. Polak Mąż poirytowany, ubiera i odprowadza Lalę do łóżeczka, wysila się, aby powiedzieć łagodnym tonem coś na dobranoc i wraca. Nie patrzy na mnie, bo nie bardzo wypada mu okazywać złość na ukochaną i rozpieszczoną (przez siebie) Córeczkę. „No, teraz to już będzie błooogi spokój” – myślimy w swojej naiwności.

Po kilku minutach słychać z drugiego pokoju bezpośrednie i desperackie:

– Siusiu!

– Kochanie, już robiłaś.

– Kupy!

– Już byłaś!

I co?! Ha! Nie ma już pretekstu, żeby nie spać! Zadowoleni, patrzymy na siebie porozumiewawczo i wracamy do ulubionych zajęć. Męczący to był w końcu wieczór, dobrze, że już spokój.

– PICIU ??

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *