O, kurczę!

Wracam ci ja którejś pięknej soboty z zakupów, wchodzę do domu, a mój nos spokoju mi nie daje. Na podstawie zebranych przez niego danych stwierdzam, że któryś z sąsiadów piecze kurczaka, co też wyrażam na głos z nadzieją, że dyżurujący przy dzieciach Polak Mąż podejmie temat w kontekście zbliżającej się pory obiadowej i np. zamówienia czegoś, bo bardzo mi się nie chce gotować po tych zakupach. Ale temat nie został podjęty. Z westchnieniem udaję się w stronę lodówki w poszukiwaniu czegoś, co przysporzy mi najmniej pracy, bo późno się już zrobiło, ciemnawo, a tu głód zagląda w oczy.

I w trakcie tych przygotowań usłyszeliśmy syreny, niepokojąco głośno i blisko! Rzuciliśmy się, aby wyjrzeć przez balkon, co takiego się dzieje. A tu, po sąsiedzku kolorowo od świateł jak w Sylwestra! Dwa wozy strażackie, drabina, sięgająca chyba nieba, na niej strażak świeci jakimś halogenem, a inni rozwijają wąż, policja z kogutem na dachu też podjeżdża, podobnie pogotowie, a od gapiów aż tłoczno na chodniku i ulicy. Zamieszanie, ruch niespotykany! I, niestety, wcale nie pachnie kurczak, tylko pospolita spalenizna śmierdzi. Wszędzie pełno dymu – pożar w domu obok!! Okazało się, że w trakcie remontu zaprószono ogień na poddaszu. Na szczęście bez ofiar. A my, zamiast obiadu, najedliśmy się strachu, bo nie było wiadomo, czy nas nie ewakuują. I co robić – pakować się, nie pakować? A jeśli pakować, to co: dokumenty? Zdjęcia? Komputer? Ciepłe ubrania? Śpiwór? Latarka? Gorzka czekolada? Termos z herbatą? Ulubione pluszaki dzieci? Pieluchy? Panika w oczach i chaos w głowie. Okazuje się, że kompletnie nie jesteśmy przygotowani na takie zdarzenia.

A życie jest pełne niespodzianek i nie zawadzi być ostrożnym: jak zapachnie ci pieczony kurczak, to na wszelki wypadek szykuj się na ewakuację.

kurczę

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *