Mój debiut!

No i stało się. To było nieuniknione. Porysowałam swoje auto. Czerrrwone. A mówiłam: „po co lakierować?” (kupiliśmy używane, „do lakierowania” – wg Polaka Męża). A było to tak, że chciałam sobie skrócić i ułatwić parkowanie: w garażu podziemnym jest ciasno i zawsze muszę parkować tyłem, a tego, jako początkujący w sumie kierowca, bardzo nie lubię. Stwierdziłam, że przecież to nie problem: wjechać na swoje miejsce postojowe przez inne, akurat puste, a później zgrabnie slalomem między betonowymi (kanciastymi) słupami.

Manewr zaczęłam tak pewnie, z wprawą i gracją, że naprawdę byłam zdumiona, skąd wziął się nagle taki dziwny dźwięk, coś jakby głośny zgrzyt. Po chwili dotarło do mnie, że prawy słup jednak stał bliżej, niż mi się wcześniej wydawało i że to ten słup powoduje nieprzyjemny dźwięk na styku z moim autkiem. Niestety, zdążyłam wjechać już tak, że kant słupa (o zgrozo!) tkwił w prawym tylnym boku mojego czerwonego pojazdu. Próbowałam wyjechać, ale ciągle słup przeszkadzał. Wreszcie jakoś wycofałam, ale chyba troszkę wtedy też się porysowało. No i też dał się słyszeć metaliczny odgłos odginanej na powrót blachy… Kiedy wysiadłam i obejrzałam skalę zniszczeń, stwierdziłam, że może nie jest tak źle i próbowałam zetrzeć kolor, który pozostawiła na karoserii farba ze słupa – miałam przy sobie wilgotne chusteczki dla dzieci (zawsze je noszę i zazwyczaj służą do czego innego). Ciut się starło, więc pełna optymizmu wróciłam do domu. Wieczorem Polak Mąż obejrzał samochód i stwierdził, że szkoda jest na około 2000 zł. No też coś?! JA zrobiłam szkodę na 2000 zł? Ja, która nie kupię sukienki droższej niż 200zł (i to w uzasadnionych przypadkach) i zazwyczaj zaopatruję się w B… albo L… ?? Obraziłam się i powiedziałam, żeby sam spróbował zetrzeć farbę słupową z karoserii. Aby ułatwić żmudne zadanie, dałam mu taki mały drewniany nożyk do masła… Okazało się to niewystarczające, a wieczór już nastał, więc poddałam się presji i perswazjom otoczenia. Nie było wyjścia. Następnego dnia zadzwoniłam do ubezpieczyciela (bo podobno mam jakieś AC). Na infolinii wypytywali mnie, jak to się stało. No, nie powiem, wstyd mi było opowiadać o takich osobistych sprawach obcemu facetowi i to zapewne kierowcy, ale jeśli nie chciałam płacić z własnej kieszeni za naprawę, to nie było wyjścia. Kolizję ze słupem więc zgłosiłam.

Tego dnia, sięgając do szuflady w kuchni, natrafiłam na drewniany nożyk do masła, bez śladów… umycia. Mężczyźni! Smutno by było bez Was!!

 

autko-czerwone

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *