Dzik jest dziki?

W pewnej ładnej nadmorskiej miejscowości, zupełnie legalnie, nie niepokojone przez nikogo, przechadzają się stada dzików, ryjąc i rozkopując wszelkie dostępne klomby, rabatki, kwiatki i taplając się w błocie, kiedy tylko spadnie deszcz (a wiadomo, że nad Bałtykiem latem jest zazwyczaj typowo-bezdeszczowo oczywiście ;-). Stałe ścieżki migracyjne dzików krzyżują się tam z uczęszczanymi licznie, szczególnie w sezonie ulicami, deptakami, ba! nawet placami zabaw. Niby wszystko ok –  po prostu taki nadmorski element krajobrazu i ludzie się przyzwyczaili. Jednak, mimo wszystko wolą schodzić dzikom z drogi, a już na pewno, gdy widzą lochę z małymi albo kilkunastosztukowe stado z naprawdę rosłymi dzikami. Wiadomo, z dzikiem wygra tylko myśliwy. Czasem więc mogą przejść ciarki po plecach, szczególnie wtedy, gdy się wraca samotnie wieczorem skrótem przez las… 

Ale Lali to nie dotyczy. Bo, po pierwsze – sama nie chodzi (i podejrzewam, że Polak Tatuś zadba o to, aby do 18 r. ż. sama nie chodziła!), a już w ogóle po ciemku, po drugie: ma tę cechę charakteru – a może to cecha charakterystyczna młodego wieku, która w obliczu czegoś nowego, dotychczas nieznanego, wyłącza jej instynkt samozachowawczy…

W każdym razie, pod wieczór wracaliśmy całą rodzinką do miejsca zamieszkania. Przechodząc przez teren zabudowany (żeby nie było, że szukamy guza), zauważyliśmy w odległości kilku metrów od nas dzika, zajętego ryciem trawnika. Lala, zobaczywszy go, zatrzymała się naprzeciw zwierza, wydała okrzyk zachwytu, przykucnęła nieco i zaczęła mu machać energicznie rączką, wołając głośno i radośnie: HALO !!  KICIUSIU !!!

dziki-1

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *