Bardzo poważny temat

Szef Polaka Męża, jak wielu przed  Świętami, do ostatniej chwili zwleka z informacją, czy zechce udzielić urlopu pracownikowi, czy też nie. Jest poniedziałek, a nie wiemy, czy od czwartku będziemy się cieszyć przygotowaniami do Świąt w pełnym gronie. Ech… Przemówiłby raz w roku szef ludzkim głosem i po sprawie. Ale nieee – gladiator ma drżeć w oczekiwaniu na ruch zawieszonego w powietrzu kciuka Cezara: góra?? dół?? Ooo, drgnął… W górę, w górę… Nieeee!!! Znowu rozczarowanie, żal i wściekłość. Budowanie napięcia i wykorzystywanie władzy do uzależniania pracowników od własnej woli i własnych, przeplatanych wątkami fantastyki planów, to nieodłączny element współczesnego, tzw. elegancko „zarządzania personelem”. Albo raczej – współczesnego niewolnictwa.

Ceny niewolników na rynku są bardzo zróżnicowane. W zależności od tego, za ile ktoś jest gotów się sprzedać i poddać woli pana i władcy. Niektórzy są zdesperowani i wystarczy im niewiele ponad tysiąc. Innym – kilka tysięcy. Ale są i tacy, którzy poświęcą bardzo wiele, jeśli nie wszystko w zamian za większe pieniądze, jeśli nowy właściciel zechce tyle zapłacić. Cena brutto niewolnika to już nie tylko pieniądze, ale i czas, który do tej pory był zarezerwowany dla siebie lub dla rodziny. I zaczyna brakować tego czasu: na rozmowy, na wyjazdy, na zwykłe spacery, na bycie na luzie. Gdy niewolnik wraca z pracy do domu, zazwyczaj wieczorem, to już mu się nawet gadać z żoną nie chce. Legnie na posłanie i tyle go widzieli. A rano wychodzi bladym świtem, zanim dzieci się obudzą – trudno więc tu mówić o budowaniu jakichś relacji rodzinnych. Współczesne niewolnictwo ma wiele twarzy: prywatnych i państwowych. I rąk: niektóre w białych rękawiczkach załatwiają pracowników „na cacy”, bez urlopów, bez świąt, bez oddechu. Inspekcja pracy? Kodeks pracy? Śmiechu warte! Zawsze da sie pokombinować, aby oficjalnie wszystko było zgodnie z prawem. Często sami niewolnicy godzą się na szemrane rozwiązania: w papierach 8-godzinny dzień pracy, ale… – i tu pole do popisu dla nieskrępowanej niczym wyobraźni. Nie ma znaczenia, czy jest to kilkuosobowa firma pana Kowalskiego, renomowana restauracja na starówce ktorejś z metropolii, czy niezwykle popularne „korpo”. A „jeśli się nie podoba, to zmień pracę.” Tylko, że zmienić nie jest łatwo komuś, kto przyzwyczaił się do zaistniałego stanu rzeczy, zna swojego pana od dłuższego już czasu i wrósł w miejsce pracy, jak drzewo korzeniami, albo komuś, kto czuje na karku oddech młodszego pokolenia niewolników, zdrowszego i z mniejszymi wymaganiami lub też komuś, kto za Chiny nie chce zarabiać mniej, nawet w zamian za większą swobodę. Zmiany, choćby mające prowadzić do polepszenia warunków od dawna budziły kontrowersje: gdy Mojżesz wyprowadził lud z Egiptu, to lud i tak narzekał w drodze, że lepiej było pozostać niewolnikami pod rządami faraona. I takim to sposobem niewolnictwo trzyma się do dziś: w małej i wielkiej firmie, w małej i wielkiej miejscowości. I będzie się trzymać, dopóki targ będzie pełen niewolników pod krawatem lub w eleganckich żakietach, z arkuszami CV w ręku, rozdających nieszczere uśmiechy na prawo i lewo, gotowych przyjąć na siebie obowiązki dwóch innych i gotowych też sprzedać cały swój czas. Chętnych na kupno niewolnika też jest wielu, byleby ograniczyć koszty własne. Jacy ludzie, taki rynek pracy, a każdy chce zarobić. Koło się zamyka:

Zarabiać, żeby wydawać.

W tematyce pracy Lala, rano, jeszcze w piżamce, zagadnęła szykującego się do wyjścia:

– Idzieś placi, Tatusiu? Nowu????? Cimu?!
(Tata) – Też się zastanawiam.
(Tymcio) – Bo musi. Wydawać pieniąźki na jedzionko!

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *