Awaria

W nocy była awaria. Porównywalna tylko z tą, kiedy to podczas prania wypadł wąż, odprowadzający wodę z pralki i polało się na łazienkę i przedpokój (a było to świeżo po remoncie). Tym razem poszła hydraulika. Zalało rzeczy następujące:
– piżamkę Tymcia,
– prześcieradło,

– podkład,
– częściowo materacyk (ciekawe, jakim cudem, skoro był podkład),
– częściowo kołderkę,
oraz:
– poduszkę Tymcia (cud niepojęty).

Dobrze, że pluszak ocalał, bo byłaby rozpacz. Zmęczenie i wrażenia z dnia nie pozwoliły Tymciowi obudzić się na siusiu, a i rodzicom obudzić się odpowiednio wcześniej, aby zapobiec katastrofie.

Zanim go trochę umyliśmy, przebraliśmy, zmieniliśmy jakoś pościel, aby nie obudzić Lali, śpiącej obok w łóżeczku, to trochę czasu minęło. Po tej akcji wszyscy, jak jeden mąż padli. Polka Matka naiwnie myślała, że rano troszkę odeśpi. A tu, koło SZÓSTEJ, gdzieś za ścianą (albo pod podłogą – nie wiedziałam, w co mam stukać kijem od szczotki) jakiś wczorajszy głos zaczął śpiewać do akompaniamentu odtwarzacza szlagier Krawczyka sprzed lat. Najpierw słyszałam coś przez sen, ale potem o śnie nie było już mowy, bo w kółko, na upartego chwiejny głos rodzaju żeńskiego ćwiczył jeden i ten sam fragment:

„To co dał nam świat, niespodzianie zabrał los,
dobre chwile skradł, niosąc w zamian bagaż…”

i tu za każdym razem urywało się, a później następowała karkołomna próba podjazdu na wyższe dźwięki: „…zwyYykłyyYYyych troooOOOOooosk”. Coś, jakby pisko-zgrzyt nienaoliwionych zawiasów w naszej bramie. Ale zawiasy popiszczą i już. A tu ciągle nie było tego już… Najciekawsze, że wszyscy spali, włącznie z Polakiem Mężem obok. Wyglądało na to, że los niespodzianie zabrał sen tylko mnie i tylko mnie ktoś skradł dobre chwile odpoczynku. Bo słuchając, chcąc – nie chcąc, zaczęłam się męczyć bardziej, niż śpiewaczka z sąsiedztwa. Ona to chociaż miała radość z tego śpiewania, bo było to słychać, ale mi się jej humor jakoś nie udzielił.

Pomyślałam sobie, że jak na jedną dobę, to o jedną awarię za dużo… I chyba tę głosową.

Sorry, Krzysztof.

One comment

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *