Auć!

Lala chwilami jest nieznośna: a to walnie brata drewnianym klockiem, albo strażakiem, albo Bobem bez ostrzeżenia (w subtelniejszej wersji jest to gumowa piłeczka), albo pociągnie za włosy, albo ugryzie tu, albo tam. Często Tymcio sam się prosi o taką reakcję, zabierając jej zabawkę, albo uszczęśliwiając na siłę swoją wersją budowanego akurat przez nią „kontela” (kontener z klocków). A czasami, po prostu coś jej nie pasuje, a brat jest akurat pod ręką, więc czemu miałby nie oberwać… Tak było i tym razem.

Jestem w kuchni. Czyli tam, gdzie moje miejsce – jak raczył kiedyś zażartować Polak Mąż. Nie wiedziałam tylko, w którym momencie mam się zacząć śmiać z tego seksistowskiego, samczego żartu. Ale, między Bogiem a prawdą (jak mawiała moja Babcia), w kuchni spędzam sporo czasu: częściowo z musu, częściowo z zamiłowania. I, o ironio!! Z musu wychodzą mi zazwyczaj smaczne potrawy, a z zamiłowania – mało zjadliwe. Ale nie to miało być sednem tego wpisu. Wracajmy do kuchni, w której gotuję obiad dla najmłodszego pokolenia. Nagle słyszę głośne, płaczliwe, zezłoszczone „Auć!!!”. Po czym przybiega do mnie Tymcio i pokazując czerwony ślad na przedramieniu, informuje:  „Lala usipneła mie!!!” (uszczypnęła).

Idę więc z biednym poszkodowanym do Lali, a ta, jakby nigdy nic bawi się, ledwie zaszczycając nas spojrzeniem. Zezłoszczona, mówię ostrym tonem, że jeśli już naprawdę musi szczypać, to… (zawahałam się, co tu skutecznego powiedzieć, ale wzrok mój padł na półkę z pluszakami i dopowiedziałam…) niech szczypie MISIA.

Lala drgnęła, wstała, spojrzała na mnie, spojrzała na Tymcia, na końcu na misia, znowu na mnie, oczka jej się zaszkliły, usteczka ułożyły w podkówkę, a głosik zaszlochał z niedowierzaniem: „MISIA???”.

No tak… Brata nie żal.

misio

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *