60 sekund

Byłam w kinie! Tak! Proszę wybaczyć mój entuzjazm, ale wyjście Polki Matki do kina – to święto. Całkiem fajny film. I nawet momentami wzruszający, mimo że animowany. Bociany roznoszą bobasy. To tyle o filmie, poza tym, że polecam. Ale nie o tym chciałam napisać, bo moją uwagę zajęło jeszcze coś, czego się tak łatwo nie da zapomnieć, coś, przy czym nawet „Ptaki” Hitchcocka to zwykłe wróbelki.

W kinowej kabinie toaletowej zobaczyłam TO:

reklama-wc

napis-wc1

Zdumienie unieruchomiło na moment mój wzrok oraz opadniętą szczękę. Zostałam na tyle „wewnętrznie” poruszona, że musiałam TO uwiecznić. Drogi kinowidzu, kinomaniaku czy też kinopasjonacie! Będziesz mieć niezakłócony kontakt z reklamą W TYM MIEJSCU.

Tak  na marginesie, wyobrażam sobie panią od PR jakiejś poważnej firmy, którą nawet w toalecie kinowej dopada nachalna, zakłócająca, bądź co bądź jej czas wolny, oferta współpracy…

Co za czasy! Już nawet w – za największym przeproszeniem – kiblu nie można mieć chwili spokoju. Już nie wystarczy, że przez pół godziny przed seansem człowiek czy to mały, czy duży bombardowany jest reklamami najróżniejszej treści: przed animacją dla dzieci b.o. wieku wyświetlana jest m.in. reklama o „kuszącej”, czy też „pieszczącej zmysły” jedwabistej czekoladzie, a reklamuje ją pani zdecydowanie 18+, przeciągająca się w wyszukanych pozach, której ubranie najwyraźniej przeszkadza – zupełnie, jakby co innego chodziło jej po głowie, niż czekolada.

Wracając do naszego kibelka – człowiek (w moim przypadku kobieta), widząc napis „60s” najpierw w panice zastanawia się, co za idio… to wymyślił i czy się wyrobi w tak krótkim czasie. A potem z ulgą doczytuje, że wcale nie chodzi o ograniczenie czasowe, związane z załatwieniem swoich najpilniejszych potrzeb, tylko o niezakłócony kontakt z reklamą (powtórzę: W TYM miejscu). I w nagłym odruchu zaczyna sprawdzać, czy drzwi dobrze zamknięte i trwożnie się rozgląda, czy przypadkiem dołem/górą do kabiny nie zajrzy za chwilę jakiś pan Chajvizir z mikrofonem, kamerami i bezpośrednim połączeniem z widzami ogólnopolskiej TV, pytając, w jakim proszku piorę i czy nie chciałabym go zamienić na nowy, bo moje spodnie nie są już śnieżnobiałe.

Nie znasz dnia, godziny, ani miejsca. Marketingowcy znajdą Cię wszędzie. Kto wie, może już jutro swoimi kanałami dotrą i do TWOJEJ toalety…

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *